"Sarnowa była jest i będzie"

Pokutujący Kantor - podanie ludowe


Swawola, wyuzdanie, zuchwalstwo - brzydkie to wady i straszne nieraz w skutkach, wstręt i odrazę wzbudzają szczególnie wtenczas, kiedy rozpustnik dopuszcza się ich wobec ludzi słabych i bezbronnych, a gdodnych czci i poważania.
 Kiedy z początkiem XVII wieku różne rozbitki sekciarskie, jak szczątki Husytów i tzw. Braci Czeskich wygnane ze swej ojczyzny znalazły ciepły i bezpieczny przytułek u możnych magnatów polskich ziemi rawickiej, zostały sekciarzami tymi uszczęśliwione również Sarnowa i Miejska Górka. Ponieważ w mieścinach tych nie posiadali jednak ani zboru ani swego duchownego, musieli na nabożeństwa swoje uczęszczać z początku do Rawicza, chrztów zaś i ślubów udzielał protestantom miejscowy proboszcz katolicki. Pogrzeby na ich cmentarz w myśl zarządzenia władcy musiał odbywać się bez śpiewu i rozgłosu.
Wydarzyło się, że z okazji jakiegoś luterskiego pogrzebu w Sarnowie dnia 11 kwietnia 1741 roku miejscowy ewangelicki nauczyciel i kantor razem z żałobnymi uczestnikami wbrew istniejącemu zakazowi śpiewał luterskie chorały. Sprzeciwiał się temu energicznie proboszcz sarnowski ks. Stefan Lisiecki, którego rozwydrzeni Niemcy wskutek tego zelżyli, opluli, ba nawet czynnie znieważyli. Za czyn ten haniebny wyrokiem sądu świeckiego zostali winowajcy ukarani więzieniem i zobowiązani do wystawienia okazałego muru z cegły palonej w koło kościoła katolickiego. Tablica marmurowa z odpowiednim napisem łacińskim umieszczona w tym murze nad furtką do probostwa daje świadectwo o brutalności plemienia germańskiego. Otóż dosłowne tłumaczenie słów łacińskich, wyrytych na pamiątkowej tej tablicy: " Odnośnie do zbrodniczej i szalonej zuchwałości, karygodnej swawoli, strasznego, czynnego znieważenia sługi Bożego przez niekatolocką ludność Sarnowy, na wieczną pamiątkę, aby inni od podobnych wykroczeń się wstrzymali wzniesiono ten mur dnia 10 czerwca 1741 roku.
 Właściwy winowajca i inicjator zbrodniczego występku kantor Berndt uszedł zdawało sie początkowo bezkarnie, bo znikł do tego czasu bez śladu. Nemezys jednak dosięgła tego zuchwalca prędzej nawet, niż sie tego spodziewał. Uchodząc przed karzącą reką sprawiedliwości nocą na pobliski Śląsk, dostał sie w drodze do Sikorzyna w głębokie doły na prawo od lasu sarnowskiego i w mętnych wodach zatonoł. Zwłok nieszczęśliwego topielca nikt nie potrafił wydobyć, bo nieboszczyk pozornie tylko był życie zakończył, w rzeczy samej żył i żyje do dnia dzisiejszego. Widują go w tej okolicy różni przechodnie, zwłaszcza babulinki bojaźliwe, o każdej nieomal porze dnia i słyszą nocą bolesne jego jęki. Opowiadają o nim, że kiedy z wieży kościelnej zadzwonią na Anioł Pański, pokutujący kantor niezwłocznie znika z powierzchni, aby gdy dzwony zamilkną pokazać sie ponownie na innym miejscu. I tak potępieniec nie zaznając znikąd ratunku ni pocieszenia pokutuje za zbrodnie swoją już wieki całe i pokutować bęzie biedaczysko do sądnego dnia.


<<<powrót do strony głownej

www.sarnowa.rawicz.pl